Projekt „Feniks”: jak uratować 100 gatunków zwierząt na skraju wyginięcia

14

Wszystko zaczyna się od prostego pytania. Jak reagujesz na siedmioletniego dziecka, gdy jego ulubione dzikie zwierzę znika na zawsze?

Lauren Sanchez Beizos odpowiada bezpośrednio. Dzieci zakochują się w zwierzętach. Nie interesują ich statystyki ani dokumenty polityczne. Po prostu widzą coś pięknego. I pewnego dnia zdają sobie sprawę, że tego już nie ma. To właśnie ta więź emocjonalna leży u podstaw Projektu Phoenix Species, ambitnej nowej inicjatywy na rzecz ochrony przyrody, której celem jest uratowanie 100 najbardziej bezbronnych gatunków planety znad krawędzi.

We wtorek projekt oficjalnie wystartował. Jest to wspólne przedsięwzięcie Re:wild (założonego przez Leonardo DiCaprio) i Earth Fund (Earth Fund Jeffa Beizosa). Każda organizacja przeznaczy na ten cel 100 milionów dolarów. Razem – 200 milionów. Cel jest konkretny: przywrócenie liczebności 100 krytycznie zagrożonych gatunków zwierząt na całym świecie.

To nie tylko rozdawanie czeków. Fundusze te zostaną wykorzystane na realną, kompleksową i żmudną pracę w terenie. Obejmuje to programy hodowlane, przenoszenie zwierząt do bezpieczniejszych siedlisk, zwalczanie chorób i wojnę z gatunkami inwazyjnymi, które wypierają rodzimą faunę. W projekt zaangażowanych jest ponad 100 partnerów: lokalni działacze na rzecz ochrony przyrody, ludność tubylcza, rządy. Ci, którzy znają ten teren najlepiej.

Dlaczego teraz? Opór polityczny i rosnące stawki

Tutaj liczy się każda sekunda. Ogłoszenie projektu następuje zaledwie kilka tygodni po unieważnieniu przez administrację Trumpa kluczowych części ustawy o gatunkach zagrożonych (ESA). Nowe przepisy zmieniają podejście do wyznaczania „siedlisk krytycznych”. Obecnie potencjalne koszty gospodarcze i obawy dotyczące bezpieczeństwa narodowego mogą przeważyć nad potrzebami samego gatunku. Jeżeli administracja podejmie decyzję, że gatunek nie wyginie lokalnie, obszar ten traci status ochronny. Jest to istotne osłabienie ochrony środowiska.

Tymczasem liczby nie kłamią. Międzynarodowa Czerwona Księga (IUCN) wymienia ponad 4000 gatunków zwierząt jako „krytycznie zagrożone”. Oznacza to prawie pięciokrotny wzrost od 2006 r. Kolejne 7254 gatunki uznano za „zagrożone”, a 7232 za „wrażliwe”. W samych Stanach Zjednoczonych Fish and Wildlife Service śledzi 1515 zagrożonych gatunków.

Pogłębia się przepaść pomiędzy wolą polityczną a rzeczywistością biologiczną. Projekt Phoenix Species ma na celu przezwyciężenie tego problemu.

„Ten projekt jest naszą odpowiedzią” – mówi Sánchez Beizos, odnosząc się do pustki, jaka pozostaje w dziecięcym świecie po wyginięciu dzikiego gatunku.

Stawką jest 100 gatunków

Kto stworzył listę? Jest dość różnorodny. Gadzina. Ptaki. Ssaki. Ryba. Rekiny. Płaszczki. Płazy. Bezkręgowce. Nawet rośliny. Tak, na liście znajduje się afrykański sukulent karłowaty, znany jako „rozmyty pępek”. Najprawdopodobniej o nim nie słyszałeś. Jak większość dorosłych.

Te 100 gatunków jest rozproszonych w 30 krajach na pięciu kontynentach. Niektóre z nich już wymarły na wolności. Wrona hawajska („Alalā”). Tyran z Guamu. Pępek ryby z jeziora Charco Azul. Zwierzęta te przeżywają jedynie w niewoli lub w warunkach laboratoryjnych. Celem projektu jest przywrócenie ich do naturalnych ekosystemów, a jest to zadanie wymagające nie tylko pieniędzy, ale dziesięcioleci wysiłku.

Finansowanie będzie wspierać ukierunkowane strategie dla każdego gatunku z osobna. Program hodowlany dla jednego gatunku może nie przypominać planu zwalczania choroby dla innego. Środki te nie są dotacją jednorazową. Jest to interwencja ukierunkowana.

Ile kosztuje uratowanie jednego gatunku?

Reasumując, nie da się wycenić różnorodności biologicznej. Ale projekt Phoenix Species podaje konkretną liczbę. Średnio 2 miliony dolarów za obejrzenie.

Czy to wystarczy?

Spójrz na koszt niepowodzenia. Gdy gatunek wyginie, żadne pieniądze nie przywrócą go do życia. Wkład Beyzosa i DiCaprio w wysokości 100 milionów dolarów to kapitał zalążkowy. Wykorzystuje wiedzę i doświadczenie fundacji Earth Fund Re:wild i Beizos, które mają dziesięciolecia doświadczenia w przywracaniu przyrody na dużą skalę. Pracowali w Amazonii. W Afryce. W Azji. W ramach tego nowego projektu zdobyte doświadczenia zostaną zastosowane w najbardziej krytycznych przypadkach.

Partnerstwo sygnalizuje także zmianę. Działalność na rzecz środowiska jest często postrzegana jako działalność charytatywna. Tutaj uważa się ją za pilną infrastrukturę. Jeśli stracisz gatunek, stracisz ekosystem. Jeśli stracisz ekosystem, stracisz usługi, które utrzymują nas przy życiu. Czysta woda. Powietrze. Zdrowie gleby.

Wiatry polityczne w Stanach Zjednoczonych są silne. Uchylenie kluczowych przepisów ESA mogłoby spowolnić wysiłki krajowe. Ale projekt Phoenix Species działa globalnie. Nie czeka na decyzje Waszyngtonu. Udaje się tam, gdzie gatunki nadal trzymają się na włosku.

Co dalej z tymi 100 gatunkami?

Praca zaczyna się teraz. Partnerzy są sprawdzani i ustalane są lokalizacje. Pierwsze 100 milionów dolarów od każdego darczyńcy uruchomi granty zalążkowe. Z biegiem czasu projekt będzie się skalował. Do listy można dodać więcej gatunków. Lub lista może się zmieniać w zależności od tego, co działa.

To ryzykowna gra. Nie wszystkie programy hodowlane kończą się sukcesem. Przeprowadzka może się nie udać. Choroby mutują. Gatunki inwazyjne są nieustępliwe. Ale alternatywą jest bierność. A bierność już się nie powiodła, sądząc po 500% wzroście liczby gatunków krytycznie zagrożonych od 2006 roku.

Nie ma tu żadnego ładnego zakończenia. Zwierzęta wciąż umierają. Krajobraz polityczny wciąż się zmienia. Pieniądze są buforem, a nie panaceum.

Jednak po raz pierwszy w ostatnich latach dwie najbogatsze i najpotężniejsze osoby na świecie połączyły swoje zasoby, realizując konkretną, wymierną i ambitną misję ratowania różnorodności biologicznej. Nie tylko sadzą drzewa. Walczą o utrzymanie zwierząt przy życiu.

Zadaj sobie pytanie, czego brakuje w otaczającym Cię świecie. Następnie spójrz na listę. „Puszysty pępek” to nie jedyny dziwny…

попередня статтяDlaczego Smile-O-Vision nie powiodło się: eksperyment z 1960 r., który wszystkich wkurzył