Tego wrześniowego dnia 1895 roku w Pałacu Bawełny w Atlancie było gęsto i duszno. Nie chodziło tylko o wilgotność w St. George. To było napięcie. Tłum mieszanej rasy zebrał się na wystawie w Atlancie w oczekiwaniu na przemówienie przywódcy. Booker T. Washington wszedł na podium. Miał właśnie wygłosić przemówienie, które określi kolejne dekady życia Afroamerykanów w Ameryce i podzieli społeczność intelektualną jego rasy na pół.
Nie wezwał do broni. Zaproponował kompromis.
Istota jego przesłania była zwodniczo prosta, ale politycznie wybuchowa. Waszyngton argumentował, że Afroamerykanie powinni skupić się na samowystarczalności ekonomicznej i szkoleniu zawodowym, a nie na bezpośredniej agitacji politycznej lub studiowaniu sztuk wyzwolonych. Zasłynął z użycia metafory biologicznej, aby opisać, jak czarni i biali ludzie powinni współistnieć na Południu.
„We wszystkich sprawach czysto społecznych możemy być podzieleni jak palce, ale zjednoczeni jak dłoń we wszystkich sprawach istotnych dla wspólnego postępu”.
Ten cytat nie tylko opisał umowę społeczną. Nakreśliła strategię oportunizmu. Waszyngton powiedział swoim słuchaczom, aby zaakceptowali segregację w sytuacjach społecznych w zamian za możliwości ekonomiczne i ochronę przed najbardziej ekstremalnymi przejawami białej supremacji. Wierzył, że jeśli Czarni udowodnią swoją wartość ciężką pracą, umiejętnościami i tworzeniem bogactwa, w końcu nadejdzie równość. To było pragmatyczne podejście. A przynajmniej tak mu się wydawało.
Dlaczego kompromis z Atlanty podzielił czarnych intelektualistów
Można by pomyśleć, że każdy przywódca opowiadający się za awansem Afroamerykanów w epoce po rekonstrukcji byłby powszechnie mile widziany. Jednak stanowisko Waszyngtonu przestraszyło wielu jego współczesnych. Dla wyłaniającej się klasy czarnych intelektualistów, pedagogów i aktywistów filozofia Waszyngtonu była czymś więcej niż tylko ostrożnością. Była poddaniem.
Obawiali się, że nacisk na umiejętności zawodowe kosztem rozwoju akademickiego będzie pułapką. Jeśli czarnoskórym studentom przydzielano wyłącznie zawody takie jak rolnictwo czy stolarstwo, pozbawiano ich narzędzi potrzebnych do walki z systemową niesprawiedliwością. Bez dostępu do wyższego wykształcenia w zakresie prawa, medycyny i polityki, jak mogliby kiedykolwiek zmienić prawa, które ich uciskały?
Krytyka była ostra. W. E. B. Du Bois, młody naukowiec, który wkrótce miał stać się głównym rywalem Waszyngtonu, wyraźnie widział niebezpieczeństwo. Twierdził, że podejście Waszyngtonu wzmocniło pogląd, że Czarni są z natury przeznaczeni do pracy, a nie do przywództwa. Akceptując podział społeczny, Waszyngton skutecznie porzucił bezpośrednią walkę o prawa obywatelskie.
To nie była tylko różnica zdań. To była zasadnicza różnica zdań co do strategii.
Jak ta filozofia ukształtowała politykę edukacyjną
Wpływ poglądów Waszyngtonu nie był teoretyczny. Kształtuje finansowanie, programy nauczania i ścieżki kariery dla pokoleń. Filantropi z Północy i biali politycy z Południa znaleźli pocieszenie w przesłaniu Waszyngtonu. Oferował sposób na utrzymanie porządku społecznego przy jednoczesnym wspieraniu wzrostu gospodarczego.
Dla społeczności czarnych stworzyło to trudną rzeczywistość. Z jednej strony waszyngtoński Instytut Tuskasky’ego stał się wzorem szkolnictwa zawodowego. Pokazało, że umiejętności praktyczne mogą przełożyć się na wymierne korzyści ekonomiczne. Uczniowie uczyli się rzemiosła, na które było zapotrzebowanie. Zbudowali biznesy. Zdobywali stopień niezależności, którego w dużej mierze nie było bezpośrednio po niewolnictwie.
Z drugiej strony nacisk na kształcenie zawodowe miał swoją cenę. Wielu czarnych studentów zostało odrzuconych ze szkół wyższych. Zasoby, które mogłyby wesprzeć programy sztuk wyzwolonych, często kierowano do szkół przemysłowych. Nie zawsze tak jest





















