Wilkołaki z pomarańczowymi ustami: dlaczego dopiero teraz odkryto nowy gatunek małp

27

Znowu znaleźli nową małpę. Prawie.

Ten ukryty jest w gęstej zieleni Demokratycznej Republiki Konga. Szczególnie w Parku Narodowym Lomami. Na pierwszy rzut oka wygląda znajomo, dopóki nie przyjrzysz się bliżej. Bardzo ostrożnie.

Wtedy zauważysz usta. Jasny pomarańcz. Oddzielny punkt otaczający usta, przez co inne naczelne wydają się nudne i zwyczajne. I wtedy to usłyszysz. Głęboki, ochrypły dźwięk. Nie tweet. Nie pisk.

Brzmi to jak parskanie świni. A może rechot żaby, która połknęła gruz.

W środę naukowcy w końcu nadali naczelnemu imię: Colobus congoensis. Miejscowi również mieli już dla niego nazwę: Likveli. Wielką niespodzianką jest nie tylko to, że jest to nowy gatunek – dopiero piąty gatunek małp afrykańskich opisany w ciągu ostatnich siedemdziesięciu pięciu lat – ale także to, że już wiedzieliśmy o jego istnieniu. Miejscowi widzieli je od wieków. Po prostu nie zabraliśmy się za spisanie tego oficjalnie. Nadal.

Dwie dekady w buszu

Zagubienie tak dużego zwierzęcia w lesie wymaga cierpliwości. To polowanie rozpoczęło się w 2008 roku.

Junyar Amboko był wówczas częścią zespołu badawczego. Zrobili zdjęcie. Obraz był rozmazany, ziarnisty – to rodzaj zdjęcia, które zwykle usuwa się bez żalu. Ale Amboko go zatrzymał.

Dlaczego?

Ponieważ coś wydawało mi się nie tak. Raczej dziwne. Twarz wyglądała nietypowo. Ale rozmyte zdjęcia nie wygrywają z naukowymi argumentami. Żadnych dodatkowych dowodów.

Minęły lata. Potem pojawiły się nowe zdjęcia. Pokazali już brakujący element: kciuk. Brakujący kciuk to pewny znak. Dzięki tej cesze rozpoznaje się małpy z rodzaju Colobus. Brak palca chwytającego jest kompromisem w zakresie wydajnego poruszania się po gałęziach, ale także podnosi stawkę.

Czy to nowy gatunek? A może po prostu dziwny „krewny” czarnego colobusa? Amboko nie była pewna. Granicę między podgatunkami a gatunkami często wyznacza się, biorąc pod uwagę nie tylko biologię, ale także politykę.

W 2020 roku sytuacja się zmieniła. Ruszył projekt Likveli. Nie chodziło już tylko o kolekcjonowanie zdjęć. Potrzebne były twarde dane.

Zespół zebrał więcej zdjęć. Nagrali dźwięki – utrwalając niepokojącą symfonię głosów żab-świnek. Przeanalizowali nawet próbki tkanek martwych małp skonfiskowanych podczas nielegalnych polowań. Ciemna praca, konieczna, ale pozbawiona blasku.

A DNA mówiło samo za siebie.

Szok genetyczny

Kate Detwilter, adiunkt na Florida Atlantic University i główna autorka badania, przyznaje, że wyniki mocno je uderzyły.

Rozbieżność genetyczna była głęboka. Nie tylko mała gałąź na drzewie ewolucji. I zupełnie nowy bagażnik.

„Byliśmy zszokowani danymi genetycznymi” – powiedział Detwilter. Był to sygnał krzyczący o oddzieleniu od siary czarnej, jej tak zwanego „siostrzanego” gatunku.

Amboko nazwał go Colobus congoensis. Ukłon w stronę chaotycznej, niesamowitej różnorodności biologicznej kraju. Był studentem, ale dokładnie wiedział, czego potrzebuje małpa. Nazwa. Miejsce. Wyznanie.

Stworzenie jest małe. Dorośli ważą około 15 funtów, dawaj lub bierz. Mają ten pomarańczowy pierścień wokół ust. A także kępka cienkich, białych włosów tuż na tyłku. Ostatni dotyk. Ikona tożsamości.

Sygnał genetyczny był wyraźny. To nie była opcja. To było coś zupełnie innego.

Już zagrożone

Oto część, która boli.

Zanim poznaliśmy ich nazwę, zagrożenie już było nad nimi. UC. congoensis nie ma szans bez interwencji. Rosnąca populacja ludzi pożera ich lasy. Łowcy ich chcą. Od samego początku znajdują się pod presją.

Naukowcy nie marnowali czasu. Nowy artykuł w PLOS One natychmiast zaleca, aby IUCN umieścił te małpy na liście krytycznie zagrożonych. Jest to ścisłe oznaczenie. Ten, który zwykle wiąże się z paniką.

Mają pomarańczowe usta. Wydają żabie dźwięki. I mogą nie dożyć starości, jeśli las zniknie.

Więc nadaliśmy im imiona. Napisaliśmy artykuł.

Teraz nadchodzi trudniejsza część.

попередня статтяArktyka na żywo
наступна статтяPułapka grantowa: upolitycznienie nauki